7.06.2026
Łebki – Koszęcin – Świerklaniec – Piekary Śl. – Chorzów
Gościnna Tanina i powrót do Chorzowa
Ostatni dzień naszej wyprawy rozpoczęliśmy w agroturystyce Morgi w Łebkach. Po spędzonej tam nocy, w otoczeniu natury oraz gospodarstwa pełnego zwierząt, ruszyliśmy do pobliskiej Taniny.
To właśnie tam czekała na nas wyjątkowa niespodzianka. Gospodarze – rodzice Krzysia – wraz z Sabiną i Iwoną przygotowali dla całej grupy pyszne śniadanie. Po kilku dniach spędzonych w trasie taki poranek był nie tylko okazją do uzupełnienia energii, ale również do chwili odpoczynku i wspólnych rozmów w niezwykle serdecznej atmosferze.
W imieniu wszystkich uczestników składamy ogromne podziękowania za gościnność, ciepłe przyjęcie i przygotowanie posiłku. Takie gesty sprawiają, że rowerowe wyprawy pozostają w pamięci na długie lata.
Po śniadaniu i krótkim odpoczynku wsiedliśmy ponownie na rowery i ruszyliśmy w dalszą drogę. Pierwszym większym punktem na trasie był Koszęcin, znany przede wszystkim z zabytkowego zespołu pałacowo-parkowego będącego siedzibą Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”. Po opuszczeniu Koszęcina obraliśmy kierunek na Chorzów. Pogoda jednak zaczęła się stopniowo pogarszać, a nad regionem pojawiły się ciemne chmury zwiastujące burzę.
Jakby tego było mało, w lesie przed Świerklańcem przydarzyła się jedna z klasycznych rowerowych przygód – Paweł złapał gumę. Konieczna była szybka akcja serwisowa i wymiana dętki. Jak zwykle w takich sytuacjach nie zabrakło żartów, dobrych rad z każdej strony i kilku specjalistów od napraw, którzy chętnie komentowali przebieg prac.
Niestety zbliżająca się burza sprawiła, że zrezygnowaliśmy z planowanego postoju w Świerklańcu. Po usunięciu awarii ruszyliśmy dalej, starając się wyprzedzić nadciągające opady. Kolejnym punktem na trasie były Piekary Śląskie, gdzie zatrzymaliśmy się na krótki odpoczynek przed ostatnim etapem podróży. Stamtąd pozostało już tylko kilka kilometrów do mety naszej wyprawy.
Po południu dotarliśmy do Chorzowa, kończąc czterodniową rowerową przygodę. Za nami pozostały setki kilometrów, piękne widoki, odwiedzone zabytki, festiwalowa atmosfera Opola, relaks nad Jeziorem Turawskim, gościnność mieszkańców Taniny oraz niezliczona liczba wspólnych wspomnień. Mimo zmęczenia wszyscy zgodnie przyznali, że była to kolejna udana wyprawa SchKR, która na długo pozostanie w naszej pamięci.
